Blog
Foxx News w S24
Foxx
Foxx Old Fashion Man Club
0 obserwujących 443 notki 827969 odsłon
Foxx, 22 września 2015 r.

Polacy a Holokaust, głos z 1942 "przytoczony" w 2001

Zauważalny powrót "w eter" autora "Sąsiadów" z jego specyficznym "warsztatem", nieco ekscentryczne stanowisko Światowego Kongresu Żydów w sprawie praw do ewentualnej zawartości ewentualnego "złotego pociągu" oraz wzmożenie środowisk związanych z "Gazetą Wyborczą" na tle stosunku Polaków do zalewającej Europę fali imigrantów zainspirowały mnie do przypomnienia kilku kwestii z roku 2001.

Warto wrócić np. do  artykułu Adama Michnika "Poles and the Jews: How Deep the Guilt?" z 17.03.2001 będącego próbą "rozrachunku polskiego sumienia" wobec zbrodni w Jedwabnem zamieszczoną w "New York Times'e". Pewnym echem odbił się wtedy list jednego z czytelników "G.W.", gdy po zapoznaniu się z polską wersją tekstu opublikowaną w "gazecie", w "NYT" nie znalazł jednego z kluczowych cytatów z apelu Frontu Odrodzenia Polski napisanego przez Zofię Kossak-Szczucką w roku 1942. Wracam do sprawy uważając, że warto przypomnieć zarówno słowa autorki apelu i jej ogląd sytuacji już w 1942, jak i to co z nimi zrobił w 2001 A. Michnik na łamach "NYT". Apel brzmiał następująco:

(...) Zabieramy przeto głos my, katolicy-Polacy. Uczucia nasze względem Żydów nie uległy zmianie. Nie przestajemy uważać ich za politycznych, gospodarczych i ideowych wrogów Polski. Co więcej, zdajemy sobie sprawę z tego, iż nienawidzą nas oni więcej niż Niemców, że czynią nas odpowiedzialnymi za swoje nieszczęście. Dlaczego, na jakiej podstawie - to pozostaje tajemnicą duszy żydowskiej, niemniej jest faktem nieustannie potwierdzanym. Świadomość tych uczuć jednak nie zwalnia nas z obowiązku potępienia zbrodni.

Nie chcemy być Piłatami. Nie mamy możności czynnie przeciwdziałać morderstwom niemieckim, nie możemy nic poradzić, nikogo uratować - lecz protestujemy z głębi serc przejętych litością, oburzeniem i grozą. Protestu tego domaga się od nas Bóg, Bóg, który nie pozwoli zabijać.

Protestujemy równocześnie jako Polacy. Nie wierzymy, by Polska odnieść mogła korzyść z okrucieństw niemieckich. Przeciwnie. W upartym milczeniu międzynarodowego żydostwa, w zabiegach propagandy niemieckiej usiłującej już teraz zrzucić odium za rzeź Żydów na Litwinów i... Polaków, wyczuwamy planowanie wrogiej dla nas akcji. Wiemy również, jak trujący bywa posiew zbrodni. Przymusowe uczestnictwo narodu polskiego w krwawym widowisku spełniającym się na ziemiach polskich może snadnie wyhodować zobojętnienie na krzywdę, sadyzm i ponad wszystko groźne przekonanie, że wolno mordować bliźnich bezkarnie.

(całość polskiej wersji tekstu A. Michnika)

Tymczasem fragment wersji opublikowanej w "NYT", w którym powinna się znaleźć wyboldowana wyżej część ostatniego akapitu prezentuje się następująco:

We don't want to be Pilates. We have no chance to act against the German crimes, we can't help or save anybody, but we protest from the depths of our hearts, filled with compassion, indignation and awe. . . . The compulsory participation of the Polish nation in this bloody show, which is taking place on Polish soil, can breed indifference to the wrongs, the sadism and above all the sinister conviction that one can kill one's neighbors and go unpunished.

(całość wersji angielskiej)

Cóż tak przeszkadzało w przytoczeniu tych kilku proroczych słów na łamach domagających się "uznania własnej współodpowiedzialności"?

Przypomnijmy - książka „Sasiedzi” J.T. Grossa wywołała ogólnonarodową dyskusję na temat postaw zajmowanych przez Polaków wobec Holocaustu. Od początku zaskakujące było pomieszanie pojęć, którymi posługują się polemiści. Najpierw wprowadzono moralną odpowiedzialność zbiorową. W związku z potrzebą jednoznacznej oceny mordu w Jedwabnem ukuto termin „odpowiedzialności narodowej” za zbrodnię. Środowisko „Gazety Wyborczej” porównywało dumę ze zdobycia przez Adama Małysza mistrzostwa świata 2000/01 w skokach narciarskich ze wstydem za Jedwabne. Adam Michnik z przyjaciółmi próbował nas przekonać, że wstyd ten powinien osiagnąć podobną skalę jak „małyszomania”. W związku z tym gorąco poparli inicjatywę ówczesnego prezydenta (A. Kwaśniewskiego) dotyczącą „przeprosin” za pogrom. Pomijając kwestię sensu „przepraszania” za zbrodnię – obowiązywał dość specyficzny tok rozumowania prowadzący do wniosku, że przedstawiciel państwa polskiego ma „przepraszać” za zbrodnię dokonaną w okresie, gdy państwo to nie istniało. „Przepraszacze” argumentowali, że prezydent – jako wybrany w demokratycznych wyborach powszechnych – jest przedstawicielem całego narodu polskiego. Jest to nieporozumienie. Ustrój demokratyczny posiada państwo będące formą organizacji społeczeństwa – a nie narodu - polskiego. W latach ’40 zeszłego stulecia forma taka nigdzie – w tym również w okolicach Łomży – nie istniała. Oznacza to, że państwo polskie powinno bezwzględnie ścigać wszystkich zbrodniarzy. Jak kilkanaście lat temu wskazywali, niszowi wtedy, prawicowi publicyści - twierdzenie o konieczności „zadośćuczynienia” Żydom przez Polskę implikuje traktowanie RP jako prawnego kontynuatora III Rzeszy, w której zbrodnia – przy udziale funkcjonariuszy państwa - miała miejsce. Ciekawe jest to, że osoby prezentujące taki pogląd uznają oskarżanie Żydów o bogobójstwo za demagogię. Warto przypomnieć, że Sanhedryn był autonomiczną reprezentacją społeczności żydowskiej pod okupacją rzymską. Zdecydowanie nie da się tego powiedzieć o „władzach” Jedwabnego pod niemiecką okupacją.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Tematy w dziale