Blog
Foxx News w S24
Foxx
Foxx Old Fashion Man Club
0 obserwujących 443 notki 827969 odsłon
Foxx, 30 sierpnia 2015 r.

Kolejne rocznice, kolejne dyskusje...

Od momentu, gdy obóz "budowniczych III RP" w sferze symbolicznej utracił monopol na narrację związaną z Sierpniem '80, Wolnymi Związkami Zawodowymi, itp. w S24 przetaczają się podobne dyskusje. Niestety formalny regres obejmujący cały polskojęzyczny internet objął również tę sferę. Myślę, że warto przypomnieć kilka cytatów, które zebrałem na potrzeby wymian zdań o kontrowersjach wokół rocznicy powstania WZZ w roku 2008. Cytaty są obszerne, ale myślę że warte przytoczenia.

Na początek fragment relacji z konferencji zorganizowanej 07.09.2008:

Anna Walentynowicz w swoim wystąpieniu przypomniała słowa marszałka Józefa Piłsudskiego: "piszcie swoją historię sami, bo inaczej napiszą inni i napiszą źle". Jak powiedziała, dzisiaj związkowcy chcą dać świadectwo.

Jak podkreślała Walentynowicz, wkrótce okazało się, że wśród związkowców są agenci bezpieki; jednego z nich ujawniono. "Nie przypuszczaliśmy jednak, że ujawniając jednego agenta, zostawiamy pole do działania innemu agentowi, którym po latach okazał się TW 'Bolek', przysłany nam przez SB. Lecha Wałęsę poznaję w moim domu, w moim mieszkaniu, podczas spotkania konspiracyjnego na którym miał wykład pan Lech Kaczyński" - powiedziała.

(źródło)

Przy okazji warto przypomnieć również pewną publikację zawierającą fakty, o których "niektórzy" politycy, publicyści i komentatorzy starają się nie pamiętać:

Jarosław rozpoczął pracę w Ministerstwie Nauki. Lech przeniósł się do Sopotu - postanowił zrobić doktorat na Uniwersytecie Gdańskim (wtedy jeszcze WSP). Robił go dziesięć lat.

- Bo pochłonęła go praca opozycjonisty - opowiada Bogdan Borusewicz, działacz Komitetu Obrony Robotników i późniejszy organizator strajku w Stoczni Gdańskiej. - Już w lipcu 1977 r. Leszek, tak go nazywaliśmy, żeby odróżnić od Lecha Wałęsy, znalazł się na ubeckiej liście gdańskich dysydentów. Wówczas to była bardzo krótka lista, zaledwie 50 osób.

Borusewicz dowiedział się o Kaczyńskim od znajomych: młody naukowiec przywozi z Warszawy bibułę i rozprowadza na uczelni.

Jak się okazało, Lech ma świetne kontakty z warszawską opozycją, bo jego brat działa w Biurze Interwencji KOR. Zachwycony Borusewicz zaproponował Kaczyńskiemu, by zaczął szkolić z prawa pracy robotników. Szkolenia odbywały się w mieszkaniu Anny Walentynowicz albo u jej teściowej. To z tej grupy samokształceniowej wywodzą się organizatorzy sierpniowych strajków na Wybrzeżu.

Lech Kaczyński stał się dla trójmiejskiej opozycji ważnym kontaktem z warszawskim KOR. Woził bibułę i dokumenty w obie strony. Raz, gdy miał zawieźć do Warszawy wyjątkowo ważne cztery strony maszynopisu, na ewentualność wpadki nauczył się ich na pamięć. (...)

("Gazeta Wyborcza" z czasów, gdy "prawda etapu" była inna niż aktualnie)

Przypomnę też po raz kolejny, jak działalność opozycyjną przed zawieruchą, która zaczęła się rozkręcać po wyborach 2005 widzieli sami bracia, udzielając wywiadu-rzeki P. Zarembie i M. Karnowskiemu ("O dwóch takich. Alfabet braci Kaczyńskich", Warszawa 2006).
 

---------------I---------------
 
- Po wyjściu z internowania angażuje się pan we wspieranie Wałęsy, a równocześnie szuka Pan kontaktu z podziemiem.

Lech K. - Zastanawialiśmy się po prostu, co robić? Wojna polsko-jaruzelska trwała w najlepsze. Myślelismy o strajku generalnym, pisaliśmy oświadczenia, które trafiały do Wolnej Europy. Mój pomysł był prosty: trwać. Borsuk [Borusewicz – Foxx] wziął mnie na bok i zaproponował: „po ewentualnym aresztowaniu Lisa, do TKK [Tymczasowa Komisja Koordynacyjna - Foxx] wchodzę ja, a po moim – ty”. Potem spotykałem się z Lisem czy z Borsukiem. W listopadzie wziąłem udział w spotkaniu TKK z Wałęsą w Borach Tucholskich. Na polecenie Borsuka założyłem punkt pomocy prawnej w kościele Franciszkanów.

- Czy ci ludzie realnie kierowali podziemiem?

- Kierowali podziemiem w najważniejszych regionach: Lis i Borsuk w Gdańsku, Bujak w Warszawie. Ja z nimi na razie tylko współpracowałem. Głębiej wszedłem w podziemie nieco później. Czasami na spotkaniach TKK zastępował mnie zresztą Jarek. Tyle, że Bujak rozluźnił szybko z Jarkiem kontakty. Mam wrażenie, że ich wizje świata się rozeszły. Bujak zapatrzony w autorytety Kuronia i Michnika. Jarek, wprawdzie w KOR, ale coraz bardziej krytyczny wobec tamtego nurtu.

- Przewrót w myśleniu o Solidarności nastąpił w 1988 roku. Co się stało?

- Nadszedł kryzys, na który czekaliśmy. Pierwszy strajk w stoczni, w maju, został wywołany nie przez nas, a przez młodych robotników, ale szybko się dołączyliśmy. To był skądinąd trudny strajk (…). Zdecydowana większość załogi w ogóle się nie przyłączyła. Strajkowały ze trzy setki ludzi. (…) Zostałem rzecznikiem strajku. Zjawili się też Celiński, Mazowiecki. W końcu musieliśmy wyjść.

- Zostało po tym wyjściu słynne zdjęcie. Strajkujący idą trzymając się pod ręce. W środku Wałęsa, obok Mazowiecki, Celiński.

- I my z prawej strony, tylko że publikując to zdjęcie, nas z reguły się nie obejmuje.(…)

- Przejdźmy do drugiego strajku 1988, sierpniowego.

- To był strajk dobrze zaplanowany przez Wałęsę i jego otoczenie. Skądinąd Wałęsa najpierw strajk zarządził, a potem go odwołał, wreszcie pod naciskiem Jarka podtrzymał, jak to on. Wtedy działały już nowe organy Solidarności – Krajowa Komisja Wykonawcza i sekretariat. Formalnie członkami sekretariatu byliśmy ja i Jarek, Celiński i Henryk Wujec. Ale gdy zebraliśmy się po raz pierwszy, w mieszkaniu na Żoliborzu, słyszymy nagle dzwonek do drzwi. Zdziwieni otwieramy, a to profesor Geremek sadzi po dwa kroki. Wkracza, zasiada i przewodniczy, chociaż nie był członkiem.

- Jak Pan wtedy oceniał Geremka?

- Jako człowieka grzeczniejszego, niż Mazowiecki, gładkiego w obejściu. Pamiętajcie, że tacy doradcy traktowali mnie w roku 1980 jako mało ważnego człowieka „od Borusewicza”. Potem też był uprzejmy. Stykałem się z nim skądinąd incydentalnie. Jarek się z nimi już wtedy nie zgadzał. Podkreślał, że nie jest człowiekiem lewicy, choć z lewicą współpracuje, bo lewica jest odważniejsza. (…)
[Geremek] miał niemałe umiejętności. W pociągu z jednym zamkniętym okiem potrafił napisać całkiem zgrabne oświadczenie.

- Jaki był jego stosunek do Panów?

- Traktował nas jako element rzeczywistości. Ani nie chciał nas pozyskiwać, ani zwalczać. Później Jarek zaczął się z nim ścierać, ale jeszcze nic poważnego.

- Wróćmy do strajku sierpniowego.

Jarek przywiózł do Gdańska wieści o pomyśle Okrągłego Stołu, który Stelmachowski miał negocjować z władzami, jako kościelny doradca. W porównaniu ze strajkiem majowym to był istny piknik. Strajkowały też porty, nie mieliśmy poczucia zagrożenia. Wałęsa postawił na czele strajku Merkla. Tym razem robotnicy już twardo chcieli Solidarności. Jaruzelski wygłasza przemówienie na plenum KC, które odbieramy nieomal jako kapitulację. Krążymy sobie nocą po stoczni: Jarek, ja i Krzysztof Wyszkowski. Następnego dnia pada propozycja wyjazdu na rozmowy do Warszawy. Wałęsa jedzie, spotyka się z generałem Kiszczakiem, po czym wraca z propozycją zakończenia strajku bez legalizacji Solidarności.
Dochodzi do dramatycznego spotkania w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1988 roku w zakładowej stołówce z kierownictwem strajku. Wygłaszam wtedy może najważniejsze wystąpienie w moim życiu – popierające Wałęsę. On sądził potem, że to przemówienie Jarka. Brat początkowo drzemał, ale potem ruszył przekonywać młodych robotników rozwścieczonych na Wałęsę i oskarżających go o zdradę. To był akt nieomal fizycznej odwagi.

- Co Pan wtedy powiedział?

- Tłumaczyłem sytuację i obiecałem im Solidarność w przeciągu pół roku. Wałęsa powiedział mi wtedy: „będziesz moim zastępcą w związku”. Tak się później stało. Wyciągnąłem go z trudnej sytuacji.

- Mieliście wtedy rację?

- Tak, pomyliłem się w tej obietnicy tylko o półtora miesiąca.

- Radykalni antykomuniści uważają, że trzeba było wtedy iść na walkę. Może zbudowałoby się legendę, której zabrakło w 1989 roku?

- Nie można iść z dwiema chorągwiami przeciw transporterom opancerzonym. Siła była po ich stronie. Ale pamiętajmy – po sierpniu zaczyna się spontanicznie odradzać Solidarność.

- A Pan opowiada się za Okrągłym Stołem.

- Przede wszystkim za legalizacją związku. Liczyliśmy wtedy na więcej niż 2 miliony. A co do scenariusza – tak, godziłem się na Okrągły Stół.

- Antoni Macierewicz uważa, że do Okrągłego Stołu nie należało w ogóle siadać, a czekać na rozwój wypadków.

- Nie należało czekać! Ten system miał jeszcze sporo siły, a w Rosji sytuacja była głęboko niejasna. Nikt nie miał pewności, co będzie dalej. Należało korzystać z okazji. Nawet, jeśli w przemianach 1988-1989 był element reżyserii przez rosyjskie, i szerzej, komunistyczne, służby specjalne.
 
---------------I---------------
 
 
Od chwili powyższej publikacji minęło trochę czasu. Żadnych sprostowań, żadnych procesów. Więc jak to jest? Czy można takich spraw "nie pamiętać"?

Oczywiście, że można. Wszak Wałęsa, a za nim cała rzesza większych i mniejszych "obrońców oryginalnej III RP", powtarza, że Kaczyńscy to "kurduple, którzy bali się cokolwiek robić, a dzisiaj sie odzywają". Dzisiaj od tych samych osób słyszymy pretensje dot. składu zaproszonych gości, czy wizji historii najnowszej, która została na niej zaprezentowana.

Zadziwiające, bo do wyborów 2005 praktycznie tłumiono debatę nad rolą poszczególnych frakcji antykomunistycznej opozycji, a gdańskich weteranów "Solidarności" obdarowywano stekiem obelg. Nikt ich nie zapraszał na żadne konferencje, czy uroczystości. W "głównym nurcie" nie podnosił się ani jeden głos oburzenia. Echa gasły gdzieś w niszowych pisemkach... Można było odnieść wrażenie, że Polska odzyskała niepodległość wyłącznie dzięki światłemu leadershipowi socjal-demokratycznej części dawnej opozycji (A. Michnikowi, J. Kuroniowi & Co.) oraz... reformatorom z PZPR pod przewodnictwem szefa SB - Kiszczaka.

"Solidarność Walcząca" z Kornelem Morawieckim została zamilczana "na śmierć". W zamian czytaliśmy wspólne apele A. Michnika i W. Cimoszewicza o "porozumienie ponad podziałami". Od pierwszego z panów dziennikarze słyszą, by "odpieprzyli się od generała" (Jaruzelskiego, który ma na sumieniu ponad 100 ofiar stanu wojennego), a niedawno czytamy zaskakująco podobny apel, by odpieprzyć się od Wałęsy. Naprawdę symboliczne jest, że obrońca byłego prezydenta z taką pasją sam stawia go obok Jaruzelskiego.

I cóż takiego stało się dzisiaj? Klub parlamentarny opozycyjnej partii w porozumieniu z weteranami Wolnych Związków Zawodowych organizuje konferencję, na którą nie zaprasza byłych związkowych działaczy związanych z obozem władzy. Z obozem, dodajmy, który medialnie "pompuje" L. Wałęsę, co do którego trudno mieć najmniejsze wątpliwości, że współpracował z SB. Jak się mają w takiej sytuacji czuć ludzie, których człowiek własnoręcznie kwitujący akta TW "Bolek" pobrane bezprawnie z UOP (nadużycie kompetencji prezydenta) i jednocześnie publicznie zaprzeczający, że je w ogóle widział - obrzuca błotem?

Jaka racja ma przyświecać zapraszaniu go na konferencję, którą zorganizowali ludzie przez lata wykluczani? Kolejna sprawa - współorganizatorem konferencji był Klub Parlamentarny PiS (nawiasem - niezły kontekst na pytanie, dlaczego prezes tej partii był tam obecny). Czy naprawdę każdy ma obowiązek zapraszania "do domu" chama tylko dlatego, że jest noblistą? Moim zdaniem - nie każdy. Nie przypominam sobie też, by na panele Fundacji Batorego zapraszano K. Wyszkowskiego, czy A. Gwiazdę. Tyle, że oni nie mieli o to najmniejszych pretensji, bo z ich organizatorami nie chcieli mieć nic wspólnego.

Historia "Solidarności" jest złożona i należy ją badać uważnie. "Obrońcy oryginalnej III RP" nie chcą jednak tego robić. Chcą, pohukując na polemistów, stworzyć wizję historii, która utrzymałaby tych wszystkich TW - od byłego prezydenta po szefa doradców premiera - na piedestale.

A później następuje zderzenie się z rzeczywistością, frustracja i bluzgi. Niestety Szanowni Państwo, również po 1989 życie trwało i trwa dalej. Tylko jedna strona tego sporu korzystała (Wałęsa, rząd H. Suchockiej) i korzysta (PO) z usług byłych SB-ków. Podział jest więc jasny.

Pozdrawiam staropolskim: Precz z komuną! :)



PS

Imiona: JAROSŁAW ALEKSANDER
Nazwisko: KACZYŃSKI
Nazwisko rodowe:
Data urodzenia: 18.06.1949
Imię ojca: RAJMUND
Imię matki: JADWIGA
Miejsce urodzenia: WARSZAWA
Znany też jako:

Osoba publiczna

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Tematy w dziale