W homilii wygłoszonej w czasie pasterki w noc Wigilijną w Katedrze św. Jana Chrzciciela w Warszawie, prymas Glemp był łaskaw wymienić "mroki swiata". W wystąpieniu tym znalazł się następujący passus: ""Mroczne półki które zalegają tak zwane teczki, czyż to nie jest owoc takiego pomrocza, bardzo często złośliwego, do którego tak trudno przeniknąć ze światłem prawdy, sprawiedliwości, odwagi, życzliwości".

Analizę tego ciekawego fragmentu proponuję zacząć od warstwy językowej. Czy bardziej ze światłem kojarzą się takie określenia, jak "ujawnienie", "wyświetlenie", "wyciągnięcie na światło dzienne", czy może "trzymanie w zamknięciu", "otoczenie tajemnicą", "sprzeciwianie się ujawnieniu". No, i przede wszystkim: które z tych działań wymagają odwagi i są dążeniem do prawdy - zmagania z kostyczną biurokracją, których dokonuje ks. Isakowicz-Zaleski, czy próby "zostawienia, jak jest" podejmowane przez urzędników z jednej z najbardziej zinflirtowanych przez służby grup zawodowych. I do tego grupy szczególnej - która czuje się predystynowana do określania, co jest "moralne", a co nie jest; co jest "światłem", a co "ciemnością"; co jest "przyzwoite", a co "nieprzyzwoite". I to akurat instytucja zrzeszająca powyższą grupę próbuje uniemożliwiać poznanie, kto z owych pouczających w momencie próby okazał się moralnym wzorem, a kto jego przeciwieństwem. Bardzo symptomatyczny jest w tym kontekście przypadek ks. Czajkowskiego - gdyby się nie przyznał, ludzie którzy opublikowali dotyczące go materiały, czytaliby do dzisiaj kalumnie na swój temat ze strony jego obrońców, którzy w imię "demokratycznej debaty publicznej" najchętniej najpierw by ich zapluli, później zabili, a w finale przyprowadzali psy "w potrzebie", by użyźniały groby "chorych z nienawiści", tchóżliwych i "pomrocznych" sług "ciemności".

Zaprawdę, powiadam Wam Jaśnie Oświeceni, ostrożnie dawkujcie kolejne kamienie, by znowu nie wróciły do Was deszczem meteorów.