Po kolei. Myślę, że warto zacząć od końcowego fragmentu wywiadu:
M. Wojciechowski (ten sam, który w zeszłym roku "pochylał" się nad "ekcesami" w czasie uroczystości): Część powstańców domaga się, by odpolitycznić tegoroczne uroczystości. Złożyli list do władz Warszawy.
W. Bartoszewski - Tego samego dnia Czesław Cywiński, wybrany na szefa Światowego Związku Żołnierzy AK, apelował do prezydenta Lecha Kaczyńskiego, by wziął pod swoje wyłączne skrzydła uroczystości 1 sierpnia i złożył na Powązkach wieniec od kombatantów i narodu. Obawiam się, że część środowisk powstańczych próbuje wyeliminować z obchodów władze Warszawy. Byłoby dziwne, gdyby prezydent RP nie brał udziału w takich uroczystościach jak 1 sierpnia, ale moim zdaniem ich gospodarzem jest prezydent miasta.
Jest to wypowiedź kluczowa dla dalszej części tej notki, a zarazem, dla zrozumienia, gdzie - wbrew insynuacjom W. Bartoszewskiego - przebiega prawdziwa linia podziału w kontekście zbliżających się uroczystości. Zadziwia jednak brak dziennikarskiej dociekliwości. Skoro jest tak, że szef Światowego Związku Żołnierzy AK apeluje do prezydenta, by miał wyłączność na organizację obchodów wybuchu Powstania, to widocznie ma ku temu jakiś powód. Jaki, chciałoby się zapytać. Ale najwyraźniej nie dziennikarzowi "G.W.". Tradycyjnie więc służę pomocą. Na początek może przypomnę kto zainicjował apel "do polityków", by nie przychodzili na Powązki pierwszego sierpnia o godzinie 17:00. Na czyj więc apel zareagował lider największej organizacji skupiającej byłych żołnierzy Armii Krajowej. Fragment mojej notki z pierwszego czerwca:
Gdyby rzecz nie dotyczyła tak poważnych kwestii, należałoby ją określić, jako parodię dowcipu. Do komitetu później kogoś z konkurencji "doprosili", już wtedy było jednak widać chęć marginalizacji twórców Muzeum Powstania Warszawskiego. Panu Bartoszewskiemu jednak to jeszcze nie wystarczy. W przytaczanym wywiadzie, z oburzeniem przypomina on obchody rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego sprzed roku. Jako ich uczestnik, opisałem na bieżąco zarówno próby politycznego zawłaszczenia uroczystości przez PO, jak i reakcje, jakie wywołały one w tłumie. Niżej przypomnę fragmenty, gdyż - jak zauważyłem - Czytelnicy niechętnie korzystają z podlinkowań, a ważne by jasno wskazać, w jakich miejscach W. Bartoszewski dość oszczędnie gospodaruje faktami. Mówi on:
(...) Tymczasem od kilku lat patrzę ze zdziwieniem, że gorący entuzjaści i twórcy projektu Muzeum Powstania - posłanki Elżbieta Jakubiak i Lena Dąbkowska-Cichocka, europoseł Paweł Kowal, poseł Jan Ołdakowski - stają się funkcjonariuszami politycznymi PiS. Część nawet nie udaje, że jest inaczej. Nie uważam za zdrowe, by jakiekolwiek muzeum było przyczółkiem politycznym jednej partii. To niedopuszczalne. Jako stare dziecko Warszawy lubię dowcipy - także ze mnie - ale dowcipy, a nie obelgi.
Chodzi panu o zeszłoroczne ekscesy 1 sierpnia na Powązkach? Wygwizdano wtedy pana i wybuczano, podczas składania kwiatów wraz z delegacją polityków PO. A we wcześniejszych latach gwizdy rozlegały się, gdy przemawiał prezydent Aleksander Kwaśniewski oraz ludzie z jego kancelarii.
- Tak. Od kilku lat obserwuję na Powązkach okrzyki albo pomruki ludzi tam zebranych 1 sierpnia. Są przywożeni autobusami. Nie są ani warszawiakami, ani powstańcami, na co wskazuje ich wiek i zachowanie. Nie podoba im się, że ktoś nie woła głośno "Bóg i Ojczyzna". Odpowiadam więc, że ci, którzy naprawdę mieli w sercu Boga i Ojczyznę, leżą na Powązkach. A ci, którzy tak jak ja przychodzą na Powązki od lat, widocznie mają Powstanie w sercu. Nie podoba mi się, żeby ktoś gwizdami recenzował, czy jestem wystarczająco dobrym katolikiem i patriotą. To sprawa Boga i moja. Nie potrzebuję zaświadczenia, że służyłem Bogu i Ojczyźnie.
Co w takim razie zrobić z Muzeum Powstania?
- Muzea są pod nadzorem miasta i ministra kultury. Byłoby dobrze, by jak w przypadku Wawelu, Zamku Królewskiego czy Muzeum Narodowego Muzeum Powstania nie łączono z żadną partią. Szkoda, że niektórzy pojmują to inaczej. Ale nie mnie to oceniać. Natomiast wydarzenia zeszłego roku na Powązkach uważam za skandaliczne.
I cóż tu mamy? Ano - zdaniem W. Bartoszewskiego wymienieni przez niego "twórcy i entuzjaści" Muzeum Powstania Warszawskiego "od klilku lat" (sic!) nie kryją przynależności do PiS. Cóż za oko! No, naprawdę - imponujące spostrzeżenie (wprawdzie np. Jan Ołdakowski do PiS nie należy, a jedynie dostał się do parlamentu z listy tej partii, ale w życiu przecież nie chodzi o drobne). Ważniejsze są dwie inne kwestie. Pomijając "pierwszoliniowego" polityka, jakim jest E. Jakubiak, dość trudno znaleźć przykłady, gdy wymienieni "muzealnicy" prezentowali partyjniackie postawy mogące uzasadnić pejorytatywne słowo "funkcjonariusz". Są znani raczej z dużego dystansu do bieżącej polityki. Lena Dąbkowska-Cichocka w ogóle nie funkcjonuje w tym kontekście, a Paweł Kowal "od zawsze" skupia się na polityce zagranicznej, ze specjalnym uwzględnieniem dalekiego wschodu.
Pan Bartoszewski nie poprzestaje jednak na pomówieniu o "partyjniactwo" ww. osób w odniesieniu do ich działań związanych z upamiętnianiem Powstania Warszawskiego. Z tego, fikcyjnego, zarzutu wyprowadza wprost wniosek, że to właśnie ten partyjny motyw, a nie nic innego jest powodem nieprzychylnego przyjęcia polityków PO na uroczystościach - pisząc wprost: Jan Ołdakowski, Lena Dąbkowska-Cichocka i Paweł Kowal szczują tłum nie-Powstańców i nie-warszawiaków ("na co wskazuje ich wiek i zachowanie") na apolitycznych polityków PO i obecnego rządu! Właśnie dlatego "honorowy" komitet skupiający ministrów tego rządu, z premierem na czele, "apeluje do rządzących"... Myślę, że to dobry moment na drugą, obszerniejszą, "przypominkę" sytuacji sprzed roku:
----------II----------
(...) Zastanówmy się więc, z jakiego powodu wczorajszy społeczny odbiór polityków Platformy tak się różnił od tego we wcześniejszych latach - neutralnego.
Zacznijmy od przygotowań - środowiska powstańczych batalionów otrzymały od Urzędu Miasta od jednego do kilku zaproszeń do tzw. "strefy VIP". Było w niej natomiast wielu polityków aktualnej władzy. Ni stąd, ni zowąd "wyskoczył" S. Niesiołowski, którego udziału we wcześniejszych obchodach nie przypominam sobie w ogóle. Wczoraj był niemal wszędzie. Zarówno on, jak i jego - również medialni - sympatycy nie rozumieją, dlaczego ktoś taki, kto jednocześnie sprawując funkcję wicemarszałka Sejmu wciąż ubliża przeciwnikom politycznym z prezydentem włącznie - usłyszał w powązkowskich alejkach pod swoim adresem okrzyk "błazen". Problem dla nich stanowi fakt, że wielu Powstańców bardzo serio traktuje urzędy państwa, którego powstanie ich pokolenie kosztowało tak wiele. Ich głos jest cichy, bo media zwracają się do nich tylko pierwszego sierpnia każdego roku, by po raz kolejny zadać pytanie "czy Powstanie miało sens" oraz "jak to było iść kanałem - to niesamowite!".
Mimo takiej postawy Kombatantów - niechętny pomruk był reakcją na fragment przedwczorajszego przemówienia urzędującego premiera podczas Apelu Poległych. Jaki fragment? Ano taki, w którym przytoczył on opowiastkę, jak to właśnie czytał książkę "profesora" (dzień później przedstawianego już jako "minister") Bartoszewskiego (przypomnijmy, że premier nie czytał Traktatu Lizbońskiego, który podpisał), po raz kolejny osadzając go w roli "publicznej ikony Powstania" (czyli automatycznie usuwając w cień całą rzeszę ludzi, która w 1944 zrobiła nieporównywalnie więcej).
Tymczasem wczoraj na Kopcu Powstania Warszawskiego, szef straży miejskiej (jak pamiętamy, były ochroniarz Hanny Gronkiewicz-Waltz, który wygrał konkurs, z którego wycofali się wszyscy pozostali kandydaci) był łaskaw powiedzieć, jak w tytule notki ("Zebraliśmy się tu, jak co roku, 1 maja... przepraszam sierpnia..."), a pani prezydent odwoływała się do nie znanej nikomu książki Jana Pawła II "Pamięć i ojczyzna". Przybyłych na Pl. Krasińskich uraczyła dla odmiany odczytanym z kartki kalamburem: (cytat z pamięci)
Zwracam się do symbolicznych dzieci i wnuków tych, którzy przeżyli oraz
prawdziwych dzieci i wnuków tych, którzy nie żyją.
PS Do znanych pieriepałek stołecznego ratusza związanych z (nie)wpuszczaniem różnych osób i delegacji do stref zamkniętych wczoraj doszła i ta, że pod pomnik GV nie wpuszczono pocztów jednego ze środowisk związanych z batalionem "Parasol" oraz Solidarności Walczącej. "Bo nie".
----------II----------
Na koniec - podobno to opozycja wprowadza konteksty polityczne w obchody 65 rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. A kto udzielił powyższego wywiadu na ten temat? I to takiego wywiadu?



"Bydło" (pod moim też adresem) mu wybaczyłem, bo nie jestem obraźliwy, dyplomatołki - poniekąd ( z racji stylu ) miał trochę racji, udział w kampanii PO był odreagowaniem osobistym za zniewagę (jego zdaniem, nie ważne, stary człowiek i może), ale promowanie sprawcy wrześniowej katasrofy dyskwalifukuje go u mnie. Szkoda.
Wrócę po lekturze.